"Skradzione laleczki" Ker Dukey & K. Webster

"Skradzione laleczki" Ker Dukey & K. Webster

Witajcie!
"Skradzione laleczki" autorstwa Ker Dukey i K. Webster to mrożąca krew w żyłach, obrzydliwa i jednocześnie niesamowicie intrygująca historia dwóch sióstr. To co je spotkało... Było przerażające i nie do pojęcia.

"Perfekcja to pojęcie względne, Jade. 
W oczach odpowiedniej osoby, jesteś idealna pod każdym względem."


"Popularne filmy wmawiają widzom, że smród zwłok przypomina odór ścieku. To nieprawda. Ten zapach jest o wiele dziwniejszy. Kojarzy się z chemikaliami zmieszanymi ze zgniłymi owocami. Jest ostry, wyraźny i bardzo nieprzyjemny, a myśl o tym, co wdychasz, przyprawia o mdłości."

Jade miała zaledwie 14 lat, a jej siostra Macy 9 lat gdy zostały uprowadzone z targu w niezwykle upalny dzień przez niesamowicie przystojnego, młodego sprzedawcę lalek, którego imię nie brzmi tak mrocznie jak jego myśli. Benny obiecał im podwózkę do domu swoją furgonetką, w między czasie dał im się również napić. I to było ostatnie co pamiętają z tego dnia.
Dziewczynki były przetrzymywane, torturowane, głodzone, wyziębiane, bite, gwałcone przez 4 lata. Dopiero wtedy jednej z nich udało się uciec, zostawiając drugą na pastwę tego potwora. Jednak przyrzeka sobie, że wróci i uratuje siostrę.
Od tamtego wydarzenia minęło już 8 lat, a Jade jest teraz szanowaną panią detektyw. Jednak przez wszystkie te lata dręczą ją wyrzuty sumienia, że nie udało jej się odszukać siostry. Tragiczna przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, nawiedza ją w najmniej oczekiwanych momentach i nie pozwala na nawiązanie żadnej bliższej relacji. Pochłonięta pracą, niemalże każdą sprawę rozwiązuje z niespotykaną starannością, jakby dotyczyły one Macy. Z dokładnością i rzetelnością sprawdza wszystkie możliwe tropy, aby odnaleźć przestępców.
Niestety namierzenie Benniego graniczy z cudem, jest to wręcz niemożliwe. Mężczyzna zapadł się pod ziemię. Jade otrzymuje kolejną sprawę do rozwiązania, podświadomość podpowiada jej, iż potwór wrócił. Zaczyna się walka z czasem, zaś w Jade budzi się ogromna nadzieja na to, iż młodsza siostra jeszcze żyje.

Ta książka jest idealna. Mroczna, uzależniająca, szokująca, odrzucająca, pochłaniająca i pobudzająca wyobraźnie. Nie będziecie w stanie przerwać czytania, a po lekturze nie zmrużycie oka. Na początku myślałam, że nie będzie scen bezpośrednio odnoszących się do wydarzeń w czasie przetrzymywania dziewczynek w piekle na Ziemi stworzonym przez Benjamina.Opisy wstrząsają, obrzydzają, przyprawiają o ciarki i wzbudzają współczucie. Są również bardzo autentyczne i szczegółowe, więc osoby wrażliwe mogą nie dać rady przez nie przebrnąć. Ostrzegam również, nie róbcie sobie krzywdy i kupcie od razu część pierwszą i drugą, ja mam to szczęście, że miałam je obie od razu :) dzięki czemu w następnym wpisie przeczytacie o drugiej części ;)

Autorki pięknie zobrazowały nam syndrom sztokholmski. Zwinnie i wyraziście wplotły w historię pełną tragedii wątek uczuciowy. Pojawiają się sceny erotyczne z dozą pikanterii, jednak nie jest to przesadne. Choć Jade jest nieźle poturbowana przez los, w końcu decyduje się otworzyć na relację ze swoim policyjnym partnerem. Dillon dostrzega w niej uosobienie piękna, mądrości i wrażliwości. Pragnie pomóc kobiecie odnaleźć winowajcę, jej siostrę, i co najważniejsze, wspiera ją na każdym kroku.

W trakcie lektury nie możemy się nudzić nawet rozmowami, ponieważ autorki zbudowały bardzo dynamiczne dialogi i nie zapomniały zgrabnych opisach. Mroczny klimat, nieustanna niewiedza, odczuwalny strach, niepewność i niejednokrotnie przyspieszone bicie serca to znak, że język i styl jakim operują jest, mogłabym się pokusić o użycie słowa, nieskazitelny.

Jeśli zobaczycie gdzieś tę pozycję - nie zastanawiajcie się długo, weźcie do ręki, zacznijcie czytać pierwszy rozdział a gwarantuję Wam, że Was pochłonie i prędko ze swych sideł nie wypuści.

"Tatuś mówił, że potwory wyglądają dokładnie tak samo jak my, czy on. 
I żyją wśród nas."

Za możliwość przeczytania dziękuję Klaudii (tutaj link), która zorganizowała booktour właśnie z pierwszym tomem :)
"Pucked" Helena Hunting

"Pucked" Helena Hunting

Witajcie!
Już troszkę minęło od czasu kiedy czytałam książkę pt; "Pucked" autorstwa Heleny Hunting jednak nadal o niej pamiętam i właśnie dziś chciałabym się z Wami nią podzielić.

" - Nie mogę się doczekać, kiedy znowu będę mógł położyć na tobie usta. Będę cię jadł, jakbym czekał w celi śmierci na egzekucję, a ty byłabyś moim ostatnim posiłkiem. "


Życie Violet Hall kręci się głównie wokół hokeja. Jej praca polega na zarządzaniu finansami hokeistów, do tego jej przyrodni brat, Butterson, jest zawodowym hokeistą. Jednak dziewczyna nie ma o hokeistach dobrego zdania, ponieważ kiedyś została wykorzystana przez jednego z nich. Jest bardzo pewna siebie i swojego ciała. Bardzo sarkastyczna i śmiała, ze specyficznym poczuciem humoru - dzięki czemu jestem pewna, że mogłybyśmy się dogadać. Lubi również sporo wypić, ale nie jest alkoholiczką ;)
Postanawia zrobić na złość bratu i przespać się z kolegą z jego drużyny - tak bardzo dużo wtedy wypiła.
Jednak Alex Waters mile ją zaskakuje i mąci jej w głowie. Łamie swoją zasadę i zaczyna się w nim zadurzać. Ze wzajemnością. Na ich drodze staje naprawdę wiele przeszkód, jednak miłość jak i niesamowita namiętność jest silniejsza niż rozsądek! (Ja również częściej słucham serca niż rozumu ;P)
Pomimo tego, że ich związek opierał się na początku głównie na sferze intymnej, zaczął przeradzać się w coś poważniejszego. Pojawiła się zazdrość, nadzieja, tęsknota, przyjaźń i miłość.

"Kocham to, że na zewnątrz jest takim twardzielem, a w środku jak ptasie mleczko."


"To najbardziej kiczowate wyznanie miłości, jakie w życiu słyszałam. Pasuje do tych wszystkich romantycznych komedii, które muszę oglądać z mamą w babskie wieczory. Tych, które w sekrecie kocham, ale udaję, że nienawidzę."

Autorka od pierwszych stron pokazuje, że nie zna czegoś jak tematy tabu i jest baaardzo bezpośrednia. Niektórzy porównywali tę książkę do "50 Twarzy Greya", ale tu nie ma brutalności, samo-maso itp. Jasne jest określenie bobra na kobiece ... Pewnie domyślacie się o co chodzi, ale prócz tego, że jest kobieta i mężczyzna to w niczym innym książki nie są do siebie podobne. Mi osobiście bardzo przypadła do gustu i nie mogę się doczekać kolejnych tomów! Wydawnictwo Szósty Zmysł wydajcie je jak najszybciej!

" - Czy ty się do mnie wprowadzasz?
Kiwam głową, a jego uśmiech rozjaśnia mój świat.
- Kocham tu być.
- Tak? - Nie przestając się uśmiechać, przyciąga mnie do pocałunku.
- Oczywiście. - Jego miłość jest najlepszym darem, wypełnia moje serce i daje nadzieję na przyszłość, której nie mogę się doczekać. - Moja ulubiona rzecz na świecie jest tutaj.
- Ja?
- Ty."

Nie rozpisałam się jakoś bardzo, ale naprawdę polecam wam tę pozycję jeśli skończyliście 16 lat i macie spory dystans do wielu spraw intymnych jak i specyficznego poczucia humoru ;) 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł i przepraszam, za brak opinii co jednocześnie łączy się z brakiem weny :/

"Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff

"Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff

Cześć!
Dawno nie miałam okazji by przeczytać książkę, którą albo sama kupiłam albo wygrałam w konkursie, jednak dzięki maratonowi czytelniczemu zorganizowanemu przez Klaudię i Olę wzięłam się nie tylko za egzemplarz recenzencki (tutaj akurat "Kochanka Księcia" Genevy Lee od Wydawnictwa Kobiecego), ale również za dwie książki, które należą do podanych wyżej kategorii: "Twierdza Kimerydu" Magdaleny Pioruńskiej oraz właśnie "Wyśnione miejsca" Brenny Yovanoff.
Dziś przedstawiam Wam ostatnią wymienioną książkę, zapraszam do mojej opinii na temat "Wyśnionych miejsc" ;)


"Chciałabym porozmawiać z kimś i móc mówić szczerze.
Chciałabym ponazywać wszystkie myśli, 
które tłuką się po głowie jak szalone,
i wiedzieć, że istnieje na tym świecie ktoś,
kto je zrozumie."





Waverly jest nastolatką, która według mnie cierpi na zaburzenia osobowości. Z jednej strony pokazuje nam się jako osoba pragnąca być w centrum uwagi, dążąca do coraz większej popularności, ciesząca się powodzeniem u chłopaków, niezwykle wysokimi stopniami, twardością, niezależnością, bezwzględnością,  ale i swoją idealną postawą w każdej sytuacji dotyczącej szkoły - bo głównie tam ją poznajemy. A z drugiej strony jest wrażliwa, podatna na ból, jest nastolatką, której matka jest psychoterapeutką, jednak nie widzi, że jej córka potrzebuje zrozumienia, niekiedy wytłumaczenia pewnych zachowań. Jedno jest pewne - Waverly świetnie kłamie. Umiejętnie i perfekcyjnie dobiera miny, zachowania, ton głosu, gesty, odpowiedzi - ale to cały czas, codziennie nakładana maska. Dopiero z czasem możemy poznać tę jej drugą stronę.
Niestety dziewczyna ma problem - za dużo myśli, które nie pozwalają jej spać. Bieganie jest jej wybawieniem, potrafi biec aż do wyczerpania sił, nie zwracając uwagi na ból, który sobie wyrządza. Dlatego też jest świetna w biegach długodystansowych przełajowych ;)


"Powiem wam coś o pęcherzach: są nieistotne. 
Pękają, sączy się z nich woda, zostawiają blizny, 
ale nie powstrzymują od dotarcia do mety. 
Ból to seria impulsów. 
Bodźców przekazywanych od zakończeń nerwowych do mózgu, 
które mówią nam, żeby odsunąć rękę od palnika, zaszyć ranę ciętą. 
To funkcja wykształcona w drodze ewolucji, język przetrwania. 
Ból jako konkretne, namacalne zjawisko nie istnieje."




" - Jesteś jak mała syrenka - mówi cicho.
Parskam w materac.
- Ariel?
-Nie, ta prawdziwa. 
Ta, która tańczyła, chociaż ją bolało. 
I nie dała tego po sobie poznać. 
A wszyscy myśleli, że dobrze się bawi.
- Chyba milczenie nie było dla niej zbyt trudnym zadaniem.
W końcu była niemową, prawda?
- Trochę tak jak ty - szepcze."


Marshall Holt podbił moje serce jednym, najpiękniejszym zdaniem, które KAŻDY mężczyzna powinien powiedzieć kobiecie: "Nie musisz być idealna". Tym zdaniem zapunktował i stał się jedną z moich ulubionych książkowych postaci. Ale nie tylko tym, jego wrażliwość, niepewność, nieumiejętność radzenia sobie z sytuacją w jakiej się znalazł pokazały go w bardzo realistycznym świetle. Do tego masa problemów, o których zapomina dzięki piciu się do nieprzytomności i zażywaniu narkotyków - to pewnie zniszczyłoby jego obraz w moich oczach, gdyby nie to, że chce być lepszy, chce mieć możliwość by być lepszy, a to dzięki naszej dziewczynie cyborgu (oczywiście nie jest cyborgiem, ale ci co czytali na pewno zrozumieją o co mi chodzi :D). 


"Przy niej czuję, że życie może być lepsze.
Sprawia, że chcę być odważniejszy.
Staram się być szczery, kiedy jestem z nią. 
Staram się być prawdziwy.
Boję się, że bez niej nigdy nie będę tak dobry."




"Waverly jest jak miejsce, do którego się przenoszę, 
kiedy wszystko zaczyna mnie przerastać.
Czasami ludzie wieszają w pracy nad biurkiem plakat 
z wymarzonym miejscem na wakacje.
Waverly jest właśnie czymś takim,
czymś jak inspirujący cytat albo pozytywka z obracającą się baletnicą.
Czymś osobistym.
Tylko moim."


Ta opowieść jest o strachu towarzyszącym obnażeniu się przed światem, przed ujawnieniem swoich uczuć i pragnień, przed przyznaniem się do nich. Jest o strachu przed reakcją otoczenia na naszą niedoskonałość, na nasze skazy, nasze lęki, przyzwyczajenia, myśli... Nie jest to kolejna schematyczna opowieść o nastoletniej miłości, o nastoletnich problemach - którą tak naprawdę idzie szybko zapomnieć i naprawdę się cieszę, że przeczytałam ją po raz drugi. Bo widzicie... Po raz pierwszy miałam okazję przeczytać ją w licealnej bibliotece i wtedy nie do końca pojęłam wszystko, co autorka chce nam przekazać.  Każdy z nas nosi maskę, pod którą ukrywa tę ciemniejszą stronę medalu. Każdy z nas nosi w sobie sekret, o którym nikomu nie powie, o którym wie tylko on sam. Autorka pokazuje, że to wszystko może nas w końcu przerosnąć, coś w nas pęknie.


"Jest w słońcu coś strasznego.
Wynurza się zza horyzontu i sunie coraz wyżej
niczym balon napełniony ciepłym powietrzem.
Zanim się spostrzeżemy, 
nieśmiało jaśniejąca smuga zmienia się w rażący okrąg,
ognistą źrenicę Boga,
która wlepia w nas gniewne spojrzenie."




"Strasznie trudno kogoś kochać, jeśli trzeba to robić jawnie. 
W chwili, gdy wydobędzie się swoje uczucia na światło dzienne,
zaczynają się one utleniać."


"Wyśnione miejsca" są książką z sytuacjami prawie, że z życia wziętymi. W wielu momentach byłam w stanie utożsamić się z bohaterami, i to nie z jednym konkretnym, z każdym. Były też momenty kiedy chciałam potrząsnąć postaciami i zapytać co robią, w jakim celu i czy po wypowiedzeniu odpowiedzi nadal uważają, że te działania mają jakiś sens, tyle że trzeba przyznać, iż w prawdziwym życiu sami podejmujemy takie działania, które z biegiem czasu wydają się być bezsensowne, idiotyczne czy nawet karygodne! Człowiek uczy się na własnych błędach, choć jedni mówią, że lepiej nie powtarzać błędów innych osób, tylko dlatego, żeby samemu się przekonać. Niestety jeszcze nie jestem psychologiem by rozwikłać to zagadnienie.


"Prawo doskonałości. 
Wrażenie, 
jakie wywołujemy, 
jest odwrotnie proporcjonalne do tego, 
co ludzie wiedzą na nasz temat."





"Sukces towarzyski tak naprawdę odnosi ten, 
kto potrafi stać się cenny dla innych."


W podsumowaniu powinnam napisać, czemu uważam, że powinniście przeczytać tę książkę, jednak jestem pewna, że to co jest wyżej w zupełności wystarczy. Może tylko wspomnę, że Brenna Yovanoff wykonała kawał dobrej roboty i oby więcej takich książek spod jej pióra.


"Sweet Cheeks. Zapach namiętności" K. Bromberg

"Sweet Cheeks. Zapach namiętności" K. Bromberg

Cześć!
Znacie powiedzenie "stara miłość nie rdzewieje"? Na pewno niejednokrotnie się z nim spotkaliście ;)
To powiedzenie idealnie pasuje do książki "Sweet Cheeks" autorstwa K. Bromberg. Jesteście ciekawi dlaczego?

"Oni myślą, że jej pragnę.
Ona myśli, że jej nie pragnę.
Ja wiem, że jej pragnę.
I wiem, że nie mogę jej pragnąć."


"Stał się moim pierwszym zauroczeniem.
Później moją pierwszą miłością.
A potem... Moim pierwszym zawodem miłosnym."

Otóż Saylor i Mitch rozstali się tydzień przed ich weselem a on po sześciu miesiącach bierze ślub z Sarah (byli razem sześć lat, rozstali się, po pół roku żeni się z inną - jak go określić, żeby nie przeklnąć?). Saylor zrezygnowała z ułożonego i bogatego życia, które wiodła przy jego boku by rozpocząć wszystko od zera. Teraz prowadzi cukiernię, która co prawda ledwo wiąże koniec z końcem, ale jest spełnieniem jej marzeń. Problemy finansowe, jak się później okazało, były skutkiem ubocznym rozstania z rodziną Layton i ich ogromnymi wpływami wśród ludzi. O dziwo, a może jednak było to do przewidzenia, Saylor otrzymuje zaproszenie na ślub, swój ślub. Teraz zapytacie zapewne - ale jak to możliwe? A no możliwe. Pół roku to dosyć mało czasu by przygotować wszystko od nowa - zaproszenia, miejsce, godziny, suknia - poza tym byłaby to bardzo droga inwestycja, zmieniać wszystko tylko dlatego, że jest inna narzeczona. Wiem, wiem - niedorzeczne.
A więc Saylor pod wpływem impulsu (złość, zazdrość, ciekawość... - ciężko powiedzieć dokładnie dlaczego) odpowiada na zaproszenie twierdząco, dopisując iż przybędzie z osobą towarzyszącą.
Wraz z bratem zaczynają knuć intrygę pojawienia się jej na ślubie. Muszę dodać, że sama chciałabym mieć tak kochającego brata - oczywiście mam brata, ale on mnie tak nie kocha jak Ryder kocha Saylor. No, ale doszli do wniosku, że Mitch chce jej pokazać jak wiele straciła, żeby pokrzyżować mu plany potrzebują mega przystojnego faceta, zakochanego w niej po uszy, we wszystkim lepszego od Mitcha. I tutaj trybiki zatrzeszczały i w głowie Rydera objawił się niesamowicie chytry pomysł - o którym ani słowa nie pisnął siostrze - typowe.
I właśnie tutaj do akcji wkracza Hayes, hollywoodzki aktor - pierwsza miłość naszej głównej bohaterki. Hayes przed laty zostawił ją bez słowa, łamiąc jej serce. Rozumiecie to? Nie odezwał się do niej przez dziesięć lat i tak nagle, z dupy zjawia się w jej cukierni. No ja w tym momencie byłam wściekła.

"... Czasem dzieją się w życiu takie rzeczy,
które pozostawiają miłość w zawieszeniu.
Ale jeśli ktoś jest Twoją bratnią duszą,
nic nie powstrzyma Cię od bycia w końcu razem."


"Teraz wiem, 
dlaczego porównywałem z Tobą każdą kobietę,
z którą się całowałem."

Saylor jest bohaterką, której nie da się nie lubić. Jest zdeterminowana by poskładać swoje życie na nowo a do tego ma niezwykle wybuchowy i ognisty temperament. Poza tym jest utalentowana i niesamowicie kreatywna, do tego jest piekarzem - a ja uwielbiam ciasta, ciasteczka i babeczki!
Hayes jest seksownym, mądrym, czarującym mężczyzną. Jest niesamowitym aktorem, ale też lubi przebierać w kobietach.

Do książki mam tylko jedno zastrzeżenie, no może dwa. Po pierwsze jej okładka, dużo bardziej pasowałyby mi tu babeczki, niż klata faceta, która nie jest też za piękna. Po drugie - ta powieść jest za krótka, chcę kontynuację losów tej niezwykle zabawnej i kochającej się dwójki.

"Bo miłość jest jak magia. 
Możemy się zastanawiać nad tym,
 jak i kiedy do niej dochodzi,
dlaczego przewraca nasz świat do góry nogami
i jak mogliśmy bez niej żyć,
gdy już nam się przytrafi. 
Ale to nie oznacza,
że uzyskamy jakiejkolwiek odpowiedzi.
Czasem po prostu trzeba uwierzyć w nią
i w ścieżki, którymi nas prowadzi."


"Sweet Cheeks, Zapach namiętności" to powieść, w której znajdziecie miłość, przyjaźń, przyciąganie, namiętność i pożądanie - a to wszystko napisane pięknie, zmysłowo, zabawnie, ale również momentami wzruszająco. To wszystko powinien posiadać KAŻDY romans, KAŻDY DOBRY ROMANS - a jak wiemy, nie w każdej książce to znajdziemy.

PS. Jak podobają się zdjęcia? :D

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Editiored

Wydawajcie więcej takich książek!




"Srebrny łabędź" Amo Jones

"Srebrny łabędź" Amo Jones

Cześć wszystkim!
Dzięki Emilce z @wilcza.dama miałam przyjemność przeczytać książkę, nad którą baaardzo długo się zastanawiałam. Chciałam ją przeczytać, ale nie chciałam prosić o nią wydawnictwa ani jej kupować - w bibliotece też jeszcze jej nie było. Miałam problem, do czasu gdy pokazała mi się informacja z booktourem u Emilki - od razu się zapisałam. Z biegiem czasu zapomniałam o tym (tak jak zwykle, oprzytomniałam jak książka do mnie dotarła) i mimo że bardzo chciałam ją przeczytać, nie mogłam znaleźć czasu. Zostawiłam ją na półce aż do ostatniego dnia i przeczytałam w niecałą noc!


"Biblioteka ma w sobie coś magicznego. Jest niczym portal do wielu różnych światów."

Bardzo dawno nie pisałam tak długiego wstępu, ale ta książka zasłużyła na takie wprowadzenie, tylko że nadal nie wspomniałam o jaką książkę chodzi. Oczywiście tak jak w tytule postu, tytuł książki brzmi "Srebrny łabędź" Amo Jones i jest to pierwszy tom serii Elite King's Club od wydawnictwa Kobiecego. Z tego co się orientuję, w momencie kiedy to piszę wyszedł drugi tom - będę MUSIAŁA kupić oba ;)

"Sekrety są bronią, a spustem milczenie."


Madison Montgomery jest dziewczyną z bogatego domu, wiedzie szczęśliwe życie do momentu gdy jej matka nakrywa męża z kochanką. Zabija ją, po czym popełnia samobójstwo z broni Madi. Wybucha skandal, Madison przestaje być normalnie traktowana przez środowisko, ludzi się jej boją. Ojciec Madi żeni się po raz kolejny i wraz z córką przeprowadza się do domu nowej żony. Madi trafia do nowej szkoły i mogłoby się wydawać, że dzięki temu może zacząć od nowa...
Niestety już pierwszego dnia w szkole przekonuje się, że to miasto skrywa mroczne tajemnice, a wszystkimi rządzi tajna grupa sześciu niebezpiecznych chłopaków. Elite King's Club roztacza wokół siebie mroczną siłę terroru, która niesamowicie mocno przyciąga do nich Madison. Rozpoczyna się gra, której reguł nikt tak naprawdę nie rozumie...
Zaraz po przyjeździe do nowego domu, okazuje się, że Madi ma przyrodniego brata w swoim wieku. W takim momencie chciałoby się z nim zaprzyjaźnić jednak jest coś co trzeba brać pod uwagę. Jest on jednym z Elite King's Club i jest równie niebezpieczny jak pozostali.

" - Jesteś na miejscu.- Czyli gdzie?- W piekle."

" - Nienawidzę cię.
Liże mnie, posuwając się coraz wyżej, aż dociera do miejsca, 
gdzie łączą się moje uda - i wtedy lekko mnie przygryza.
- Wzajemnie, mała." 

Od pierwszych do ostatnich stron w głowie Madison rodzi się masa pytań, na które nie może uzyskać odpowiedzi. Najciekawsze jest to, że wiemy dokładnie tyle samo co Madi, a może nawet i mniej.
Mam ogromny problem z tą książką, gdyż chcę omówić z Wami całą fabułę, bohaterów, miejsca akcji, może spróbować odpowiedzieć na pytania zadawane sobie jak i bohaterom w trakcie czytania, no ale nie mogę... Nie chcę Wam psuć przyjemności z czytania, tej frajdy z niewiedzy, tej irytacji z braku odpowiedzi i chwili złości na zakończenie... ;)

"Robi mi się ciemno przed oczami. - To był podstęp? - szepczę. bardziej do siebie niż do niego. Brantely się śmieje.- To wszystko jest grą, kiciu. A ty znalazłaś się pośrodku cholernie porąbanej planszy."

Może przedstawię Wam w kilku słowach jaka jest Madison? A więc nie jest typową dziewczyną z bogatego domu zadufaną w sobie, kosmetykach, ubraniach, włosach, paznokciach i byciu w centrum uwagi. Tego ostatniego to ma już serdecznie dosyć i wolałaby by mieć pelerynę niewidkę by ukryć się przed oskarżającymi spojrzeniami osób, które tak naprawdę nic nie wiedzą (skąd ja to znam? hmmm... ze szkoły;) ). Madi jest bardzo sympatyczna, taka prawdziwa i niesamowicie uczuciowa. Jest również naiwna, ale w sytuacji w jakiej jest postawiona, pewnie sama bym taka była. O chłopakach nie będę Wam pisać, bo mam z nimi pewien problem, nie mogę pojęć jacy są naprawdę, przejrzeć ich i to mnie strasznie denerwuje!


"Książkę tę dedykuję historiom, które potrafią człowieka tak zerżnąć, że aż trzeba potem zapalić. To właśnie jedna z takich historii"

Podsumowując cały mój wywód... Gorąco polecam! Jest to książka z niezwykłym klimatem, brutalnością, strachem, odrobiną pikanterii, ale nie romantycznej czy namiętnej, oj niee.. Ta pikanteria jest ostra jak papryczka chilli, nie raz nieposkromiona, dzika, nieludzka wręcz sadystyczna! Zaciekawieni? Bo ja już się nie mogę doczekać kontynuacji!







"Czasami kłamię" Alice Feeney

"Czasami kłamię" Alice Feeney

Witajcie kochani!
Zapraszam Was na niezwykły i wstrząsający thriller psychologiczny! Jeśli podobała Wam się "Lokatorka" JP Delaney, to z pewnością "Czasami kłamię" Alice Feeney podbije Wasze serca!


"Kłamstwa dostatecznie często powtarzane zaczynają brzmieć jak prawda."

Pewnie nie jestem jedyną osobą, która próbowała wyobrazić sobie siebie w śpiączce - czuję, słyszę, ale nie widzę, nie ruszam się. Nie mogę odpowiedzieć na zadawane pytania choć znam odpowiedź. Nie mogę się ruszyć, mimo że mam ochotę uciec jak najdalej. Przerażające wyobrażenie, prawda? 


"Mąż i siostra siedzą po obu stronach łóżka, moje uszkodzone ciało tworzy granicę między nimi. Rozciągnięty czas pokrywa cisza niewypowiedzianych słów. Są ich całe ściany, każda litera, każda sylaba kładzie się na poprzedniej, wznosząc niestabilną konstrukcję z pytań bez odpowiedzi. Zaprawa z kłamstw spaja je, by nie rozpadły się. Gdyby nie te wszystkie kłamstwa, już dawno by runęły. A tak wybudowaliśmy sobie więzienie." 
 
"Była bardzo bystra. Aż za bystra, Tak jakby poznawszy kogoś, natychmiast zaczynała się męczyć, jakby od razu wiedziała, kim i czym dana osoba jest, i ciągle doznawała rozczarowań. Wolała opowieści od prawdziwego życia, tak że część jej najlepszych przyjaciół mieszkała na kartach książek."
Akcja książki toczy się dwutorowo: jedna część historii to rozmyślania leżącej w śpiączce Amber, a druga opowiada nam wydarzenia, które miały miejsce tydzień wcześniej. Obie historie są pisane na zmianę, przeplatają się ze sobą tworząc rozdziały. Po pewnym czasie zaczynają być wplątane w fabułę kartki z pamiętnika z 1992 roku.

"Czasem ludzie wydają się na zewnątrz szczęśliwi i dopiero kiedy się ich posłucha, a nie wyłącznie na nich popatrzy, można poznać, że w środku coś się popsuło."





Prawie przez całą książkę nie znamy głównej bohaterki, niby ujawnia przed nami pewne fakty o sobie, lecz cały czas mamy w głowie jak brzmi tytuł książki (nawet nie wiecie, jaką mam ochotę trochę pospojlerować!).  Amber Reynolds, która jest w śpiączce i nikt nie wie dlaczego jest prawdopodobnie naszą główną bohaterką (sama już nie jestem tego pewna...). Jest ona żoną, przyjaciółką, siostrą i córką. Zawodowo prezenterką radiową, kiedyś telewizyjną.
Amber próbuje przypomnieć sobie co się z nią stało, dzięki czemu zaczynamy ją poznawać (choć tak jak wspomniałam wyżej, ani trochę jej nie wierzyłam). Kobietę nie dość, że dręczą urywki wspomnień to na dodatek miewa koszmary i wizje, które mało wspólnego mają z rzeczywistością a jedyne co robią, to wszystko ze sobą mieszają, przez co nie mamy pojęcia co się dzieje.


"(...) nic nie może równać się z miłością matki - ale kiedy jej zabraknie, wtedy nic nie może równać się z nienawiścią córki."
"Zawsze uważałam, że szantaż to brzydka rzecz, lecz to było coś innego, coś pięknego. To była sprawiedliwość. Ludzie uważają, że dobro i zło to przeciwieństwa, ale są w błędzie - to tylko lustrzane odbicia widoczne w potłuczonym szkle."


 " (...) ludzie, którzy nic nie robią, są tak samo niebezpieczni jak ci, którzy podejmują działania."
" Wspomnienia nie mogą nikogo skrzywdzić, chyba że przywołuje się je we dwoje."

Drugim źródłem informacji o tym co przydarzyło się Amber jest historia rozgrywająca się tydzień przed zapadnięciem w śpiączkę. Początkowo gubimy się w tym wszystkim, ciężko jest dopatrzeć się głębszego sensu pewnych wydarzeń, na dodatek autorka serwuje nam wszystko w wręcz pourywanych fragmentach.
 Poznajemy Panią Reynolds w pracy, gdzie ma dość chłodne stosunki ze współpracownikami, a zwłaszcza ze swoją przełożoną - Madeline, która w "Porannej kawie" pracuje od ponad 20 lat i uważa się za nietykalną i nie do podrobienia - do tego wszystkiego jest jeszcze wredna, fałszywa i jędzowata ;)


"Zmarli wcale nie są tak daleko gdy naprawdę ich potrzebujemy: po prostu znajdują się po przeciwnej stronie niewidzialnego muru. Ból straty i poczucie winy należą tylko do ciebie. Nie jest to coś czym można się podzielić."
"Niektórzy ludzie stają się duchami, jeszcze zanim umrą."




"Wszyscy jesteśmy tylko duchami ludzi, za których się uważaliśmy, i podróbkami tych, którymi pragnęliśmy być."
"Strach przed nieznanym jest zawsze większy niż strach przed tym, do czego się już przyzwyczailiśmy."


Bohaterka, jak już wspomniałam jest mężatką, jednak w tej relacji również nie jest za dobrze. Jej mąż jest sławnym pisarzem, który od jakiegoś czasu cierpi na brak weny twórczej, przez co ukrywa się przed Amber w kantorku w ogrodzie. Oboje zachowują się bardziej jak współlokatorzy niż małżeństwo. Amber uważa, że mąż przestał ją kochać, od kiedy przestała pracować jako prezenterka telewizyjna, co według niej równa się brakiem dbania o siebie. Kobieta zaczyna podejrzewać, że jej mąż ma romans z Claire, jej siostrą.


Pewnego dnia Amber spotyka na ulicy swoją dawną miłość - Edwarda. Sfrustrowana swoim nędznym życiem i sytuacją z mężem, zgadza się pójść z nim na drinka, choć nie ma na to ochoty. To ona zostawiła Edwarda i uciekła, nie wyjaśniając sytuacji. A on długo nie przyjmował tego do wiadomości, nękał ją i prosił o kolejną szansę (palant.) Z dnia na dzień wszystko ustało, a my razem z Amber dopiero teraz dowiemy się, dlaczego.

"Powinni robić jakieś testy na inteligencję, od razu byłoby wiadomo, kto jest za głupi, żeby się rozmnażać. Tych z kiepskimi wynikami powinno się sterylizować."
"Sława przestaje robić wrażenie, kiedy nie towarzyszy jej skromność"




"Wszyscy jesteśmy zrobieni z ciała i z gwiazd, ale w końcu obracamy się w proch. Trzeba błyszczeć, póki się da."
"Historia jest lustrem, a my to tylko starsze wersje samych siebie; dzieci poprzebierane za dorosłych."


Nic Wam więcej nie napiszę, bo już mam wrażenie, że powiedziałam za dużo i odebrałam radość z dowiadywania się tych wszystkich rzeczy :/ najchętniej napisałabym "PRZECZYTAJCIE A DOWIECIE SIĘ DLACZEGO WAM JĄ POLECAM", dodała zdjęcia i tyle. Koniec recenzji. No, ale tak nie można :(

Ogólnie, to "Czasami kłamię" jest fantastyczną książką, pochłaniającą w błyskawicznym tempie a do tego niezwykle przyjemną. Lecz muszę Was ostrzec, to nie jest prosta historia, którą po pierwszych stronach rozwiążecie i dacie sobie z nią spokój. Historia Amber będzie za Wami kroczyć przez kilka dni po jej przeczytaniu, ale  najpewniejsze jest to, że nie zawiedziecie się!



"Ludzie to nie lustra, nie widzą cię tak, jak ty sam siebie postrzegasz."

Za możliwość wzięcia udziału w bookturze i przeczytanie "Czasami kłamię" chciałam podziękować Asi  z @dziosanna 


"Nauczyciel tańca" Anna Dąbrowska

"Nauczyciel tańca" Anna Dąbrowska

Witajcie!
"Nauczyciel tańca" Anny Dąbrowskiej jest mi o tyle bliski, gdyż mój chłopak jest tancerzem. Dopiero później okazało się, że to o całkowicie inny taniec chodzi niż myślałam... Jednak taniec to taniec, nie zależnie w jakim rytmie gra twoje serce, ważne, żebyś mógł wyrazić nim siebie ;)
Jak tylko zobaczyłam okładkę, tytuł i autora - zapisałam się w ciemno do booktour'u organizowanego przez Michalinę z @ksiazkowy_swiat, nie znając opisu i nie czytając nic na temat tej książki. 
"Najtrudniej jest się wyrwać ze szponów ciszy. Cisza nie zabija natychmiast, jest dyskretna, odznacza się wielką dyplomacją. Cisza otacza ciało jak drobinki pyłu unoszące się w powietrzu, uspokaja i sprawia, że chciałoby się zacząć krzyczeć, ale jak to zrobić, kiedy krzyk zostaje zdławiony przez odgłos przesuwanych wskazówek zegara?"


"Cisza nie jest kaprysem. Cisza to ból po stracie."
"Nauczyciel tańca" opowiada historię trzech osób. 
Dominik jest tancerzem, który po trudnym i okrutnym dzieciństwie próbuje odnaleźć swoje miejsce w tym beznadziejnym świecie. Ma 33 lata, wychował się w domu dziecka, swoje emocje i historię opowiada tańcem i to nie tangiem czy rumbą, a krumpem. Nigdy wcześniej z tym się nie spotkałam więc z przyjemnością dowiadywałam się o nim nowych rzeczy :D
"Odkrywamy siebie przez całe życie, ale i tak niewiele o sobie wiemy."

 
"Tańcząc, stawał się kimś innym. Zapominał o otaczającej go rzeczywistości. Tańcząc, szybował myślami do nieba. Tworzył swoją lepszą wizję jutra, które nie musiało opierać się na pomocy i zawiści."
Dwie pozostałe postacie są siostrami. Kaja i Sara straciły rodziców w pożarze domu i od tamtej pory zdane są tylko na siebie. Kaja musiała przejąć opiekę nad dwunastolatką i postarać się pozostać dla niej siostrą, nie matką. Życie z Sarą nie należy do łatwych, już sam wiek jest ciężki, jednak dziewczyna od chwili pożaru nie wypowiedziała ani jednego słowa. Swoje myśli i uczucia przekazuje innym pisemnie na kartce z notesu. Największym marzeniem Kai jest to, by ponownie móc usłyszeć śmiech Sary, więc jest gotowa zrobić wszystko, by tego dokonać.
"Ludzie, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia, nie są wylewni."
"Ludzie współczują Ci po fakcie, a kiedy przechodzisz jakiś dramat, odwracają się do ciebie plecami, udając, że niczego nie widzą." 

"Chciałem ją uratować, zmienić jej życie i zaczynało mi się to udawać." 
" (...) Nie ma takich rzek, których nie byłbym w stanie przepłynąć. Nie ma takich mostów, których nie byłbym w stanie przejść. Nie ma takiego miejsca, w którym bym Cię nie odnalazł."
Ścieżki sióstr i Dominika przecinają się w momencie, kiedy dziewczynka wyjawia siostrze swoje największe marzenie. Kaja zapisuje siostrę na indywidualne lekcje krumpu i trafia na Dominika, który przez swój wygląd oraz sposób zachowania wydaje się być bardzo intrygujący. Od tej pory cała trójka stara się walczyć o spełnienie swoich najskrytszych marzeń, na które wcześniej nie mieli odwagi.
"Zapytany, dlaczego myślę, że jestem więźniem teraźniejszości, odpowiedziałbym, że ogranicza mnie liczba godzin. Pieprzone dwadzieścia cztery godziny, które upływają zbyt szybko, kiedy potrzebujemy mieć więcej czasu dla siebie, a zbyt mozolnie, kiedy czekamy na coś z niecierpliwością. Czas to szkodnik - szkodzi zdrowiu. I stresuje, zwłaszcza mnie."

"Byli jak dwa kontrastowe kolory - czerń i biel. Nosili w sobie mrok, lecz wierzyli, że uczucie, które ich połączyło, okaże się silniejsze niż narastająca od lat ciemność." 
"Nauczyciel tańca" jest moim pierwszym spotkaniem z Anną Dąbrowską i już mogę powiedzieć, że polubiłam się z jej piórem. Przez całą książkę miałam wrażenie, że autorka opisuje nam swoje własne doświadczenia. Każda sytuacja, dialogi i zachowania bohaterów zostały oddane w taki sposób w jaki powinny być ukazana w każdej książce. To samo tyczy się emocji, poczucie ich było wręcz na wyciągnięcie ręki. Co do zakończenia, myślałam, że autorka zakończy powieść zupełnie inaczej więc zdecydowanie duży plus dla niej ;)
"Moje życie goniły dramaty, więc przechodziłem różne stadia złości, żalu i depresji. Byłem więźniem swojego strachu. I wiem, że w powrocie do normalności potrzebni są ludzie. Musimy żyć w grupach, by nie zwariować."

"Gdy miłość puka do twoich drzwi, wszystko ulega przewartościowaniu. Zaczynasz widzieć, słyszeć i czuć, a przedtem odnosisz wrażenie, że dotąd byłeś, ale nie można tego nazwać prawdziwym życiem." 
"Nauczyciel tańca"  jest książką, która pokazuje nie tylko kolorowe momenty w życiu, ale również te złe. Jest to książka o przyjaźni, o rodzinie, ale o tej rodzinie z którą wiąże nas coś więcej jak na przykład taniec i przeszłość. Jest to lektura o zaakceptowaniu własnej osoby, bo jak możemy kochać innych nie kochając siebie samych? Powieść wywołała we mnie całą gamę emocjonalną od śmiechu po płacz. Naprawdę gorąco polecam wszystkim zaintrygowanym ;)
Copyright © 2014 wroclawianka.czyta , Blogger